Pozwoliłam sobie na taką pierdółkę, bo akurat jeszcze pora taka na uczelni, że robić za bardzo nie ma co, a na moim blogu nieco świeci pustkami ostatnimi czasy. Na szczęście z pomocą przyszedł kolega Tomasz i jego blog. ;] Zatem - 10 rzeczy, które lubię. Możecie ukraść także (jak i ja uczyniłam) i zamieścić swoje Top 10 u siebie (albo nie top, zależy ;>).
1. Muzyka - rzecz dosyć oczywista, ale nieco ogólne to sformułowanie. Właściwie w moim przypadku składa się co najmniej z kilku czynników: muzyka jako pasja słuchania cudzych wytworów, absolutnie bezkonkurencyjna forma spędzania każdej wolnej chwili - w tramwaju, autobusie, na uczelni, w domu, na koncercie... A co do tego ostatniego, to także ważny czynnik tej ogólnikowej "muzyki". Bo przecież występy moich ulubionych (i nie tylko) kapel na żywo, to ważna część mojego muzycznego życia. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez koncertów na żywo. To jest już chyba nałóg. Do ogólnej kategorii należy jeszcze dorzucić tzw. twórczość własną, która, lepsza czy gorsza, jednak od wielu lat funkcjonuje. Śpiew, w przeróżnych formach to cholernie ważny element mojej egzystencji. Śpiewam wszędzie gdzie się da, ile się da i co tylko daję radę i co lubię. O muzyce pisanie - od niedawna też ważne, aczkolwiek ze względu na mą niewielką wciąż wiedzę, szczególnie techniczną, efekty na razie są nieco marne. Ale trening czyni mistrza, podobnież.
Po ilości podpunktów wnioskuję, że postawienie muzyki na pierwszym miejscu nie było bezzasadne.
2. Film - no tak. Zanim rozpoczęłam studia, nie zajmował tak wysokiej pozycji. Dzisiaj wszystko, co wiąże się z filmem, przyciąga moją uwagę. Oczywiście nie bywam w kinie zbyt często - zwyczajnie mnie na to nie stać, ale nadrabiam w inny sposób. Wbrew temu, co pan profesor stwierdził na egzaminie, interesuję się filmem. ;]
3. Podróże - te bliższe częściej, te dalekie rzadko, natomiast tych wielkich... jeszcze nie odbyłam, ale są w planach. Uwielbiam podróżować, na różne sposoby. Uwielbiam zaglądać w miejsca niekoniecznie molestowane przez tłumy turystów, zajrzeć do każdej dziury i spróbować tego, co lokalne (np. piwo ;>). Większość moich wojaży owocuje nowymi i zazwyczaj trwałymi znajomościami, co chyba świadczy o tym, że nie jestem takim antysocjalem za jakiego wielu mnie uważa (i ja po trochu też).
4. Jazda na rowerze - najchętniej przemieszczałabym się w ten sposób wszędzie i o każdej porze, ale życie w wielkim mieście skutecznie utrudnia takie inicjatywy (brak stojaków, miejsc, gdzie można by bezpiecznie zostawić rower na kilka godzin). Taki substytut motoru. Poza tym niezwykle przyjemna, łatwa i zdrowa opcja spędzania czasu wolnego, czy alternatywa dla komunikacji miejskiej. Marzy mi się czerwono wymalowany custom o stylistyce dynamitowej. :)
5. Pociągi - ściśle powiązane w podpunktem o podróżach, ale zasługują na osobną wzmiankę. Najprzyjemniejsza z poznanych dotąd przeze mnie form podróżowania, zaraz po jeździe rowerem. Nie dość, że są przyjazne środowisku, to zaspokajają moją potrzebę ruchu wewnątrz pojazdu, czego nie mogę powiedzieć np. o samochodzie. Nienawidzę jazdy samochodem - mdli mnie, jest mi duszno, ciasno, nie mogę wyprostować nóg. Dla mnie katorga. Natomiast pociągami mogę jechać nawet kilkanaście godzin z przesiadkami. Nie muszę chyba dodawać, że jeden z moich ulubionych filmów, to "Pociągi pod specjalnym nadzorem"?
6. Tatuaże - wprawdzie jak dotąd dorobiłam się tylko jednego, ale już co najmniej dwa kolejne są w fazie projektowania (jeden z nich nawet już w fazie zbierania funduszy ;p). Na pewno uzależniające, bolesne, ale za to niesamowite... hobby? Osobiście wolę czarno-cieniowaną opcję, ale "na kimś" podobają mi się kolorowe tatuaże.
7. Fotografia - niesamowita zabawa, choć ostatnimi czasy kosztowna. Mowa oczywiście o fotografii tradycyjnej. Cyfrowa nie bawi już tak bardzo. Nie chodzi tu o elitarność, niedostępność pewną tradycyjnej fotografii, ale właśnie o jej niezwykły klimat, element niepewności, jak zdjęcia się udadzą (albo nie). Obecnie w fazie usilnych ćwiczeń i wielkiej fascynacji.
8. Internet - chyba mój jedyny nałóg, któremu poświęcam za dużo czasu.
9. Kuchnia - uwielbiam gotować, piec, lepić, smażyć nieco mniej, ale czasem...
Lubię eksperymentować, wypróbowywać przepisy, szczególnie te kompletnie od czapy, po których mój tata stwierdza jedynie "Hmm ciekawe" :D. Bawi mnie to, a jednocześnie jest dla mnie wyzwaniem. Kiedy wchodzę do kuchni, nikt ma mi nie przeszkadzać, a już w ogóle zabronione jest patrzenie mi na ręce. Won z kuchni. Delektuj się zapachem. :)
10. Piwo - okej, musiałam to tutaj umieścić. Obok wina, z którym jest na równi, mój ulubiony napój alkoholowy. ;) Niestety, dla tzw. "zdrowotności" mam bana na chlanie, w związku z czym bawię się w wyszukiwanie i delektowanie się nowymi smakami. Nowymi oczywiście dla mnie. Ostatnio prym wiodą: Kasztelan Niepasteryzowany, Specjal (czarny), Brackie. Jeśli zaś chodzi o wino - niestety, ale jaboli pić mi nie wolno. Sądzę jednak, że moja wątroba cieszy się z tej odmiany.
Tyle ode mnie. Rozpędziłam się i o mało dodałabym punkt 11, 12, 13... itd.. To wszystko oczywiście jest płynne, najczęściej jednak zmiany dotyczą tylko zajmowanych aktualnie pozycji. Przez chwilę mogłam poczuć się znowu tak, jak w podstawówce, gdzie każdy miał swój zeszyt, w którym wpisywaliśmy co lubimy, czego nie, albo "kogo i co zabralibyśmy na bezludną wyspę".